|
Zarys
ogólny wydarzeń.
Wokół polskiej obrony na Wołyniu przeciwko nacjonalistom ukraińskim krąży
szereg błędnych pojęć i ocen, wynikających przede wszystkim z braku analizy
całości wydarzeń na Wołyniu i położenia ludności polskiej. Najczęściej
spotyka się: 1) wyolbrzymianie zjawiska polskiej samoobrony; 2) traktowanie jej
jako siły równoważnej napastnikom i niszczącej przeciwnika w stopniu
proporcjonalnym do zadanych uprzednio strat stronie polskiej; 3) przypisywanie
jej szeroko zakrojonych akcji odwetowych.
Tymczasem
ludność polska Wołynia, i to głównie wiejska, weszła w rok 1943 r.
nieprzygotowana do przeciwstawienia się ludobójstwu. Istniejąca od 1942 r. wśród
wąskiego grona Polaków konspiracja ZWZ była nastawiona na przygotowywanie
ludności do walki z Niemcami, a nie z Ukraińcami. Nie dostrzegano wówczas
jeszcze, że najpoważniejszym i najbliższym zagrożeniem dla Polaków są
nacjonaliści ukraińscy. Zresztą działalność konspiracyjna, pozostając pod
nieustanną obserwacją Ukraińców, którzy składali donosy policji ukraińskiej
lub Niemcom, była związana ze szczególnym narażaniem wolności i życia, miała
bardzo ograniczony zasięg i była słaba. Ludzi o doświadczeniu wojskowym i
przywódczym, którzy byliby zdolni pokierować ludnością polską w ówczesnych
okolicznościach było zbyt mało, ponieważ większość wybitniejszych
lokalnych postaci została wyeliminowana przez Sowietów w latach 1939 -1941.
Trzy wielkie deportacje w głąb Związku Sowieckiego, aresztowania kończące
się albo wywózką do łagru albo rozstrzelaniem dotyczyły najbardziej
aktywnych członków społeczności polskiej, o doświadczeniu organizacyjnym i
w przypadku osadników wojskowych - z przygotowaniem wojskowym. Właśnie tych
ludzi brakowało na Wołyniu, gdy zaszła potrzeba organizowania samoobrony
przeciwko Ukraińcom.
Istotnym
problemem był również brak broni i amunicji, której ludność polska w
latach 1939-1942 nie gromadziła w obawie przed utratą życia i represjami w
przypadku najmniejszego podejrzenia w tym zakresie. Tylko jednostki posiadały głęboko
ukryte pojedyncze sztuki broni palnej, z minimalną ilością amunicji. Zaś możliwości
zdobycia broni i amunicji były niewielkie. Toteż dochodziło do takich
sytuacji, że w 1943 r. w niektórych polskich miejscowościach warty, które
miały ostrzec o napadzie, posługiwały się atrapami karabinów wykonanymi
przez miejscowych stolarzy. Miały one wprowadzić w błąd, że osiedle będzie
się bronić, i odstraszyć napastników. Elementem utrudniającym
zorganizowanie samoobrony była też postawa wiejskiej starszyzny, która z
jednej strony nie doceniała zagrożenia, a z drugiej strony uważała, że
pojawienie się jakiejkolwiek grupy obronnej rozdrażni Ukraińców i pogorszy
sytuację Polaków (np. Budy Ossowskie, gm. Turzysk w pow. Kowel). W związku z
tym w niektórych miejscowościach czysto polskich, gdzie można byłoby
zorganizować samoobronę, do tego nie doszło (np. cytowana już wyżej wieś
Budy Ossowskie). Dodatkowo dość rozpowszechnione było przekonanie, mimo
oczywistych symptomów nadchodzącej zagłady, że Ukraińcy nie mają powodów
do mordowania Polaków, bo jako współmieszkańcy tej ziemi nie uczynili oni
nic, czym mogliby Ukraińcom w czymkolwiek zaszkodzić.
Na Wołyniu występowały
dwie formy polskiej obrony:
- samoobrona, czyli
grupy, oddziały, placówki, ośrodki i bazy samoobrony,
- oddziały
partyzanckie.
Samoobrona
była to zorganizowana i uzbrojona w broń palną grupa, kierowana przez jedną
osobę lub przez komitet samoobrony (jak np. w Hucie Stepańskiej, gm. Stepań,
pow. Kostopol).
Wszelkie
inne sposoby ochrony życia, w których nie używano siły w obronie własnej
nie były samoobroną w ścisłym słowa tego znaczeniu. Było to: gromadzenie
się wielu rodzin na noce w jednym gospodarstwie (lub kilku), szkole, domu
ludowym, budynku stacyjnym itp. obiekcie, strzeżonym przez mężczyzn, którzy
w razie niebezpieczeństwa napadu mieli ułatwić szybką ucieczkę; warty i
patrole alarmujące o zbliżaniu się podejrzanych osób czy grup, ale nie
podejmujące w przypadku napadu walki; przygotowywanie kryjówek, schronów i
korzystanie z nich w razie napadu; instalowanie w różnych punktach osiedla
„alarmów", tj. różnych metalowych przedmiotów, ~s które w razie
zagrożenia uderzano, a wydawane głośne dźwięki dawały sygnał do ucieczki.
Te sposoby ochrony życia z założenia nie przewidywały czynnego
przeciwstawienia się napastnikom, a jedynie uniknięcie napadu; nie przeciwdziałały
napadom, a tylko w jakimś stopniu zmniejszały liczbę śmiertelnych ofiar. Również
nie należy za1iczać do samoobrony przypadków desperackiej obrony przez
zaskoczonych napadem przy użyciu będących pod ręką narzędzi czy innych
przedmiotów - bez względu na to, czy bronili się pojedynczy ludzie czy grupa,
i z jakim skutkiem. W tym miejscu zwracamy więc uwagę na spotykaną w różnych
publikacjach nieprawidłową kwalifikację obrony w kościele w Kisielinie (zob.
w gm. Kisielim pow. Horochów) - jako samoobrony, i w konsekwencji tworzenie po
kilkudziesięciu latach od napadu na kościół nie istniejącej tam placówki,
gdy w rzeczywistości w kisielińskim kościele garstka przybyłych tam na mszę
św. bezbronnych ludzi, oblężonych przez uzbrojone w broń palną bojówki,
broniła się w sposób całkowicie improwizowany cegłami i innymi znalezionymi
ciężkimi przedmiotami.
Pewne
nieporozumienia powstają też z błędnego traktowania jako samoobrony
konspiracyjnych grup ZWZ-AK, których sieć tworzona była od 1942 r. Działalność
grup konspiracyjnych, skierowana na przygotowywanie powstania przeciwko Niemcom,
polegała głównie na: zbieraniu informacji o przeciwniku i nastrojach społeczeństwa,
kolportażu podziemnej prasy, wpływaniu na nastroje społeczne, gromadzeniu
broni, typowaniu ludzi do przyszłej akcji zbrojnej. I chociaż wielu członków
konspiracji ZWZ-AK znalazło się w samoobronach, inspirowało je, organizowało
i było dowódcami, to nie można stawiać znaku równości pomiędzy komórką
konspiracyjną i samoobroną. Dla przykładu, w powiecie włodzimierskim w
gminach Chotiaczów i Grzybowica, istniała konspiracja ZWZ-AK, a nie było tam
ani jednej placówki samoobrony 61.
Placówki i ośrodki (bazy) samoobrony,
oddziały partyzanckie
Placówkami samoobrony były polskie osiedla, w których bezpieczeństwa Polaków
strzegły grupy (oddziały) samoobrony. Natomiast ośrodkiem (lub bazą)
samoobrony były zespoły polskich osiedli (wsi i kolonii) związanych ze sobą
wspólnym systemem obronnym, wzajemnie się wspierających i podejmujących wspólne
akcje (np. Przebraże /gm. Trościaniec, pow. Łuck/, Huta Stepańska /gm. Stepań,
pow. Kostopol/ - z okolicznymi osiedlami).
Placówki
samoobrony zaczęły powstawać samorzutnie w początkach 1943 r. w części
polskich wsi i kolonii lub osiedli z przytłaczającą częścią Polaków. W
miejscowościach mieszanych, z przewagą ludności ukraińskiej w stosunku do
polskiej, a takich miejscowości była większość, samoobron nie było i nie
miały one szans istnienia. Tak więc rozproszenie ludności polskiej wśród
ludności ukraińskiej uniemożliwiało organizowanie samoobron, a żyjąca wśród
Ukraińców polska ludność była całkowicie bezbronna. Samoobrony istniały
na terenach wiejskich i w małych miasteczkach. Natomiast w miastach, gdzie stały
załogi niemieckie, a więc było bezpieczniej, były rzadkością (Dubno, Ostróg,
Rokitno, Włodzimierz Woł.), organizowano je głównie na przedmieściach, na
które napadały bojówki UPA 62.
Jednym
z najważniejszych warunków powstania placówek samoobrony była obecność w
danym środowisku jednostki lub jednostek przywódczych oraz akceptacja przedsięwzięcia
przez całą społeczność. Tymczasem prawie dwuletni sowiecki reżim
okupacyjny (1939-1941) dość skutecznie społeczeństwo polskie na Wołyniu
„odgłowił", o czym była już mowa wyżej. Istotnym dla tworzenia
samoobrony były też warunki terenowe, jak istnienie budynków murowanych, w których
skupiała się ludność i urządzane były stanowiska obronne, zwartość
zabudowy osiedla, ukształtowanie terenu sprzyjające obronie. Brak odpowiednich
warunków terenowych, obok braku przywódców i biernej postawy ogółu mieszkańców,
były np. przyczyną nie powstania wspólnej samoobrony w skupisku dużych
polskich osiedli w północnej części pow. włodzimierskiego, tj. w: Stanisławowie,
Sokołówce, Jasienówce, Świętocinie, Głęboczycy, Soroczynie, kolonii
Grabina, czego konsekwencją było wymordowanie mieszkańców tych miejscowości.
W
większości placówek grupa samoobrony liczyła kilku czy kilkunastu mężczyzn,
którzy nocami pełnili warty i patrolowali teren wsi czy kolonii. Nie wszyscy
posiadali broń palną. Ich rola obronna sprowadzała się głównie do wszczęcia
alarmu, który podrywał mieszkańców do ucieczki oraz ostrzeliwania napastników,
dzięki czemu ludność miała więcej czasu na ucieczkę i było mniej ofiar.
Rzadkie były przypadki, ażeby tego typu samoobrony, posiadające od jednej do
kilku sztuk byle jakiej broni palnej, były w stanie czasowo odeprzeć napad i
nie dopuścić do ofiar. Istotną sprawą był tu właśnie brak broni i
amunicji, o które wcześniej nie zabiegano ze strachu przed represjami
okupanta. Starania o broń wszczynano dopiero wtedy, gdy okazało się, że w każdej
chwili można stracić życie, lecz małe możliwości jej zdobycia nie
zaspokajały zapotrzebowania. Te małe placówki samoobrony nie były w stanie
przetrwać samodzielnie ulegały rozbiciu podczas napadu UPA; ewakuowały się
wraz z ludnością do większych miejscowości i albo przyłączały się do
miejscowej samoobrony, jeśli tam była, albo rozwiązywały się, gdy np.
przybywały do miast.
Pierwsze
grupy samoobrony powstały w powiecie łuckim w styczniu 1943 r. Była to wspólna
samoobrona kolonii Zalesie i Zaułek w gm. Silno, zorganizowana prawdopodobnie
pod wrażeniem wymordowania przez policjantów ukraińskich (pod dowództwem
Niemca) w listopadzie 1942 r. niedalekiej kolonii Obórki (gm. Kołki) oraz
morderstw w okolicy pojedynczych osób i rodzin. Samoobrona ta nie była w
stanie przeciwstawić się UPA, trwała niecałe trzy miesiące, pod koniec
marca obie kolonie i kilka sąsiednich przestało istnieć, a ocalała ludność
ewakuowała się do Huty Stepańskiej (gm. Stepań, pow. Kostopol) i sąsiadujących
z nią kolonii.
Wymordowanie
kolonii Parośla I (gm. Antonówka, pow. Sarny) oraz gromadzenie się na północy
Wołynia i Polesiu Wołyńskim nacjonalistycznych bojówek ukraińskich
spowodowało dalsze powstawanie placówek samoobrony w powiecie sarneńskim i
kostopolskim. W lutym 1943 r. w powiecie kostopolskim istniało 9 samodzielnych
placówek samoobrony i 2 ośrodki samoobrony (Huta Stepańska i Wyrka /gm. Stepań,
pow. Kostopol/, w skład których wchodziło 27 placówek, w powiecie sarneńskim
- 7 placówek samodzielnych, a w powiecie łuckim 3 placówki.
Nasilanie
się napadów ukraińskich w następnych miesiącach wywołało zawiązywanie się
kolejnych placówek samoobrony także w innych powiatach: dubieńskim, rówieńskim,
zdołbunowskim, krzemienieckim. Część z nich była niszczona przez UPA, część
sama rozwiązywała się, powstawały też nowe. Czas trwania placówek był różny
od jednego miesiąca do prawie roku. Najwięcej samodzielnych placówek
samoobrony istniało w maju 1943 r. - 56, w miesiącach następnych liczba ich
stopniowo spadała - w grudniu 1943 r. było 14. Większe szanse obrony miały ośrodki
(bazy) samoobrony, w których współpracowało ze sobą od kilku do kilkunastu
placówek. Ogółem w 1943 r. zaistniało 15 ośrodków (baz), a w ich skład
wchodziło łącznie 95 placówek. W styczniu 1944 r. działało 13 ośrodków
(baz) i były one kolejno w następnych miesiącach likwidowane po zajęciu
terenu przez Armię Czerwoną. W związku z zatrzymaniem się frontu sowiecko -
niemieckiego w okolicach Kowla, najdłużej działał ośrodek samoobrony
Jagodzin - Rymacze w powiecie lubomelskim, bo aż do lipca 1944 r. Maksymalna
liczba istniejących jednocześnie placówek samoobrony samodzielnych i wchodzących
w skład ośrodków (baz) wynosiła 128 i wystąpiła w lipcu 1943 r. Liczba
ta w zestawieniu z blisko 3400 miejscowościami, w których żyli Polacy i liczbą
zamordowanych 50-60 tysięcy osób uświadamia skromne rozmiary polskiej
samoobrony. Gdyby samoobrona na Wołyniu była bardziej rozwinięta, a także
gdyby była w stanie nie tylko przeciwstawiać się napadom OUN-UPA, ale także
prowadzić walki ofensywne i dokonywać akcji odwetowych - nie byłoby na Wołyniu
tylu ofiar.
Na Wołyniu w 1943 r.
istniały następujące ośrodki (bazy) samoobrony, które odegrały istotną
rolę w obronie ludności polskiej:
w powiecie dubieńskim:
P a ń s k a D o 1 i n a (gm. Młynów) - mimo, że nie była powiązana z
innymi placówkami samoobrony, dawała schronienie uciekinierom i osłaniała
przyległe kolonie, pełniła więc funkcję ośrodka samoobrony;
w powiecie horochowskim:
Z a t u r c e z koloniami: Jungówka, Korytyska, Lipnik, Jiańków,
Serniczki (wszystkie w gm. Kisielin) o konspiracyjnym kryptonimie Baza Oporu
„Skała";
w powiecie kostopolskim:
H u t a S t a r a (gm. Ludwipol) z koloniami: Antolin, Bereżniaki, Bronisławka,
Głuszków, Huta Bystrzycka, Jakubówka Mała, Lewacze, Marulczyn, Moczulanka,
Mokre, Nowiny, Peresieki, Rudnia Stryj, Zawołocze, i wsią Rudnia Potasznia
(wszystkie w gm. Ludwipol); H u t a S t e p a ń s k a -W y r k a (gm. Stepań)
z: koloniami w gm. Stepań - Borek, Ostrówki, Perespa, Siedlisko, Temne Stepańskie,
Temne Rządowe, koloniami w gm. Stydyń - Kamionka Nowa, Kamionka Mara, wsią
Omelanka (gm. Stydyń), przyległymi koloniami z powiatu Sarny: Hały i Użanie
(gm. Antonówka), Brzezina, Soszniki, Tur, Wyrobki (gm. Rafałówka);
w powiecie kowelskim: Z
a s m y k i (gm. Lubitów) z: koloniami Janówka i Radomle w gm. Lubitów,
kolonią Lublatyn (gm. Turzysk), wsią Kupiczów (gm. Kupiczów), zwane
„Rzeczpospolitą Zasmycką"; D ą b r o w a ( Stara i Nowa) z koloniami
Bożydarówka i Dementjanówka (wszystkie w gm. Hołoby);
w powiecie
krzemienieckim: D e d e r k a ł y (gm. Dederkały) i R y b c z a (gm. Katerburg)
- placówki działające samodzielnie z powodu nie istnienia w okolicy innych
samoobron, lecz pełniące funkcje ośrodków z racji gromadzenia wielu
uciekinierów;
w powiecie lubomelskim:
J a g o d z i n - Ry m a c z e z wsiami: Kupracze, Terebejki wszystkie gm. Bereżce);
w powiecie łuckim: P r
z e b r a ż e (gm. Trościaniec) z koloniami: w gm. Trościaniec - Chołopiny,
Jaźwiny, Mosty, Wydranka, Zagajnik i koloniami w gm. Kiwerce Hermanówka, Komarówka,
Rafałówka; A n t o n ó w k a S z e p e 1 s k a (gm. Kniahinie) z koloniami:
Aleksandrówka (gm. Kniahininek) i Ludwiszyn (gm. Torczyn); R o ż y s z c z e z
koloniami: Aleksandrówka, Bejnarówka, Elżbietym Francuzy, Helenówka, Katerynówka,
Kopaczówka, Krzemieniec, Michalin, Olganówka Nowa i Stara, Perespa, Retówka,
Sitarówka, Słobodarka, Walerianówka, Wasylówka, Wełnianka wszystkie w gm.
Rożyszcze);
w powiecie sarneńskim:
A n t o n ó w k a i kolonie: Parośla II, Perespa, Sunia, Terebunia, Wydymer
(wszystkie w gm. Antonówka);
w powiecie włodzimierskim:
„Rzeczpospolita Bielińska", czyli B i e 1 i n - S p a z c z y z n a z
koloniami: Aleksandrówka, Kalinówka, Marianówka Bielińska, Radowicze,
Sewerynówka, Smolarze, Stasim Wodzinów, Wodzinek (wszystkie w gm. Werba), osadą
Grabina (gm. Werba), koloniami w gm. Korytnica - Edwardpole, Sieliski, Worczyn;
A n d r e s ó w k a z koloniami: Antonówka-Borek, Helenówka Werbska, Stefanówka
(wszystkie w gm. Werba) oraz przedmieściem Włodzimierza Woł. Białozowszczyzna;
w powiecie zdołbunowskim:
W i t o 1 d ó w k a (gm. Chorów) i O s t r ó g n . H o r y n i e m , o
roli zbliżonej do ośrodków w powiecie krzemienieckim.
Ośrodki
samoobrony dysponowały większymi siłami obronnymi niż pojedyncze samodzielne
placówki samoobrony - co najmniej kilkudziesięcioosobowymi grupami (oddziałami)
samoobrony, niektóre czasowo lub niemal od początku istnienia były związane
z oddziałami partyzanckimi AK. Gromadziły uciekinierów z okolicy, ewakuowały
zagrożoną ludność, udzielały pomocy napadniętym osiedlom oraz organizowały
zaopatrzenie w żywność dla zgromadzonej w bazie ludności. Niektóre - oprócz
odpierania napadów - dokonywały profilaktycznych wypadów na zgrupowania
upowskie, których celem było odsunięcie zagrożenia i uniemożliwienie UPA
napaści. Do najsilniejszych ośrodków samoobrony należały: Pańska Dolina,
Huta Stara, Zasmyki, Przebraże, Rożyszcze, Antonówka Szepelska,
Bielm-Spaszczyzna, Jagodzin-Rymacze. Maksymalny obszar, na którym ośrodki
samoobrony były w stanie zapewnij ludności względne bezpieczeństwo, tj.
zminimalizować skutki napadów UPA, podejmować akcje obronne, zdobywać żywność,
ograniczał się do obszaru jednej gminy.
Większość
samoobron poniosła klęskę podczas napadu - nie była w stanie obronić ludności,
a istnienie niektórych trwało zaledwie około miesiąca. Do wkroczenia na Wołyń
w 1944 r. Armii Czerwonej (a ściśle do zajęcia przez nią terenu działania
samoobrony) przetrwały następujące samoobrony:
spośród ośrodków
(baz): Pańska Dolina, Zaturce, Huta Stara, Zasmyki, Dąbrowa, Dederkały,
Rybcza, Jagodzin-Rymacze, Przebraże, Rożyszcze, Antonówka Szepelska,
Bielm-Spaszczyzna, Witoldówka, Ostróg;
spośród samodzielnych
placówek samoobrony: Młynów, Kurdybań Warkowicki, Lubomirka, Klewań,
Rokitno, Budki Snowidowickie, Osty.
Uniknięcie
zagłady przez wymienione samodzielne placówki samoobrony, zaliczane przez
ocalałych świadków do niemalże cudów, można wyjaśnić następująco: w Młynowie,
Rokitnie, Klewaniu stacjonowały załogi niemieckie, których obecność
powstrzymywała UPA od napadu, a próżnia przyfrontowa trwała krótko. Wokół
Lubomirki operowały dwa małe polskie oddziałki partyzanckie, w Ostach także
usadowił się polski oddziałek partyzancki, Budki Snowidowickie były położone
blisko linii kolejowej chronionej przez Niemców, a dodatkowo koło tej wsi
stale działały grupy partyzantów sowieckich. Również utrzymanie się ośrodka
Zaturce należy przypisywać obecności tam załogi niemieckiej. Niewyjaśnione
pozostało jedynie ocalenie Kurdybanu Warkowickiego.
Całkowitą
klęskę natomiast poniósł duży ośrodek samoobrony w powiecie Kostopol
ochraniający skupisko polskich osiedli z gm. Stepań i Stydyń wokół dwóch
wsi Huta Stepańska i Wyrka. Po dramatycznej walce w oblężeniu z przeważającymi
siłami UPA w dniach 16-18 lipca 1943 r. zgromadzona w Hucie Stepańskiej ludność
polska wraz z samoobroną ewakuowała się do gmin Antonówka i Rafałówka w
powiecie Sarny, poniósłszy wcześniej i w drodze ogromne straty. Niedługo
potem, 30 lipca 1943 r., w tej okolicy UPA rozbiła następny ośrodek
samoobrony - Antonówkę w gminie Antonówka powiatu Sarny, gdzie obok siebie było
sześć placówek samoobrony.
Omawiając
polską samoobronę, na którą w trakcie badania zbrodni na Polakach specjalnie
kierowaliśmy uwagę, musimy też wskazać na upowszechniane informacje
nieprawdziwe, a nawet wręcz nieprawdopodobne. Do takich należy najczęściej
bezkrytyczne powtarzanie autora za autorem liczby uchodźców, którzy schronili
się w ośrodkach samoobrony Przebraże i Huta Stepańska - odpowiednio 25-28
tysięcy i 15-18 tysięcy - co oznaczałoby, że w Przebrażu znajdowała się
połowa ludności polskiej powiatu łuckiego, a w Hucie Stepańskiej jedna
trzecia ludności polskiej powiatu kostopolskiego (nie było to możliwe, biorąc
pod uwagę warunki terenowe, możliwości zakwaterowania nawet tymczasowego,
zaopatrzenia w wodę itd.), gdy tymczasem w ośrodkach tych przebywała ludność
tylko z bliskiej okolicy (w szczytowych momentach 10,5 tysiąca w Przebrażu i
kilku przyległych koloniach łącznie oraz nieco ponad 3000 w Hucie). Dalej
mamy do czynienia z umieszczaniem samoobron tam, gdzie ich nie było (np. Żytvń
63, Chobułtowa, Kisielim Kałusów, Iwanicze, Poryck), z czego następnie
wynika nieistniejąca liczba samoobron, tj. około 300 według Adama
Peretiatkowicza 64.
Słabość
polskiej obrony lub jej zupełny brak dostrzegały polskie czynniki rządowe na
emigracji, opierając się na materiałach otrzymywanych z kraju. Oceniając
sytuację polskiej ludności na Wołyniu w pierwszym półroczu 1943 r.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych emigracyjnego rządu w Londynie stwierdzało:
„Bezbronna ludność polska jest w fatalnym położeniu, grożącym jej zupełną
zagładą i zmuszona jest ratować się masową ucieczką do miast. Doradzają
to zresztą także miejscowe władze niemieckie. - Niewątpliwie wypadki te
nie byłyby tak groza, gdyby istniały w terenie polskie oddziały zbrojne, na
co bezskutecznie niemal od pół roku [podkreśl. nasze] przy każdej
sposobności i w każdym sprawozdaniu zwracamy uwagę" 65
W
powiatach/
województwie |
Walki
|
Odwety |
L.
miejscowości, w których
miały miejsce walki |
L.
poległych obrońców |
L.
poległych
nacjonalistów
ukraińskich |
L.
miejscowości,
w których doko-
-nano
odwetu 1 |
L.
zabitych
Ukraiń-
-ców 2 |
| obronne |
ofensywne |
Polaków |
Żydów |
Rosjan |
| Dubno |
8 |
|
11 |
3 |
|
9+? |
|
|
| Horochów |
1 |
1 |
13 |
|
|
20 |
3 |
28+? |
| Kostopol
3 |
26 |
3 |
46+? |
|
11 |
53+? |
5+? |
15+? |
| Kowel
|
14 |
4 |
27 |
|
|
52+? |
9+? |
26 |
| Krzemieniec |
3 |
|
|
|
|
|
|
|
| Luboml
|
6 |
8 |
4 |
|
|
25+? |
8 |
6+? |
| Łuck |
38 |
7 |
79 |
|
|
36+? |
4 |
19 |
| Równe |
8 |
|
6 |
|
|
8+? |
|
|
| Sarny |
23 |
|
30 |
|
|
48 |
6 |
1+? |
| Włodzimierz |
17 |
8 |
39 |
|
|
59 |
9 |
18 |
| Zdołbunów |
4 |
|
7 |
|
|
1+? |
|
|
| Wołyń |
148 |
23 |
262+? |
3 |
11 |
311+? |
44+? |
113+? |
Liczba
znanych
z nazwiska pol-
egłych i zabitych |
|
|
186 |
|
1 |
2 |
|
14 |
*
Liczby ustalone na podstawie wykorzystanych źródeł - dane niepalne.
1 W
liczbie tej ujęte są wyłącznie miejscowości, w których według uzyskanych
informacji byli zabici; nie ma w niej natomiast kilku miejscowości, w których
akcja odwetowa polegała na spaleniu części lub wszystkich zagród ukraińskich
bez ofiar śmiertelnych.
2
Zabitymi w odwetach byli głównie uczestnicy napaści na Polaków
3 W
pow. Kostopol poległ ponadto 1 Łotysz, a ofiarami odwetu oprócz Ukraińców
stało się 2 Rosjan omyłkowo uznanych za Ukraińców
Dopiero
w drugiej połowie 1943 roku, w końcu lipca i w sierpniu, a w powiecie
lubomelskim we wrześniu, Armia Krajowa Okręg Wołyń zorganizowała oddziały
partyzanckie, które choć z założenia były przeznaczone do walki z Niemcami,
to w sytuacji masowych mordów musiały bronić ludności przed UPA. Do ich
organizacji przystąpiono dopiero wtedy, gdy przez cały Wołyń, z wyjątkiem
jednego powiatu, lubomelskiego, przetoczyło się ludobójstwo, pochłaniając
19 672 ofiary oraz niesprecyzowaną ich liczbę (+?), i gdy 11 lipca i w dniach
następnych rzezie wołyńskie osiągnęły apogeum.
Przetrwanie
do 1944 r. większości z kilkunastu ośrodków samoobrony było możliwe dzięki
związaniu ich, choćby przez krótki okres czasu z oddziałami partyzanckimi. I
tak:
P
a ń s k a D o 1 i n a (pow Dubno) była wspierana kolejno przez 3 oddziały
partyzanckie od sierpnia 1943 r. do lutego 1944 r. - najpierw przez oddział AK
chor. Kornela Lewandowskiego „Spalonego", potem oddział partyzancki AK
„Łuna" por. Zygmunta Kulczyckiego „Olgierda" i w końcu oddział
AK por. Franciszka Pukackiego „Gzymsa",
H
u t a S t a r a (pow. Kostopol) była szczególnie „nasycona" oddziałami
partyzanckimi: od 15 sierpnia do 8 grudnia 1943 r. stacjonował tam oddział
partyzancki AK por. Władysława Kochańskiego „Bomby", a oprócz niego,
od wiosny 1943 r. do końca okupacji niemieckiej przebywały na terenie ośrodka
sowieckie oddziały partyzanckie (zob. Huta Stara, gm. Ludwipol, pow. Kostopol),
w
Z a s m y k a c h i okolicy (pow. Kowel) od lipca 1943 r. nieustannie operowały
oddziały AK (tworzone i przybyłe z innych stron w różnym czasie): por. Władysława
Czermińskiego „Jastrzębia", por. Stanislawa Kądzielawy „Kani",
por. Michała Fijałki „Sokoła", pchor. Tadeusza Korony „Grońskiego",
Stanisława Stachurskiego „Jagody" - przeorganizowane w styczniu 1944 r.
w Zgrupowanie „Gromada" 27 Wołyńskiej Dywizji AK,
D
ą b r o w a (pow. Kowel) od sierpnia 1943 r. opierała się na oddziale
partyzanckim sierż. Stanisława Kurzydłowskiego „Jurka", który w 1944
r. został włączony do Zgrupowania „Gromada" 27 Wołyńskiej Dywizji
AK,
J
a g o d z i n - R y m a c z e (pow. Luboml) od września 1943 r. były osłaniane
przez oddział AK por. Kazimierza Filipowicza „Korda", dodatkowe
znaczenie psychologiczne miało stacjonowanie w niedalekiej Bindudze (zob. w gm.
Bereżce, pow. Luboml) oddziału partyzackiego AK ppor. Stanisława
Witamborskiego „Małego", zabezpieczającego przeprawy przez Bug i będącego
w związku operacyjnym z oddziałem „Korda",
A
n t o n ó w k a S z e p e 1 s k a (pow. Luck) około miesiąca (lipiec-sierpień)
w 1943 r. była ochraniana przez oddział AK zorganizowany w ośrodku przez
ppor. Jana Rerutkę „Drzazgę", później prawdopodobnie ratowała ją
pomoc AK z Lucka, dogodne położenie przy szosie Włodzimierz-Luck, którą w
obie strony stale poruszali się Niemcy oraz bliskość Łucka,
P
r z e b r a ż e (pow. Luck) od sierpnia do listopada 1943 r. wspomagał oddział
AK ppor. Jana Rerutki „Drzazgi" oraz w styczniu 1944 r. oddział AK
„Bomby"; latem i jesienią 1943 r. w okolicy Przebraża przebywał
ponadto oddział sowieckiej partyzantki płka Nikołaja Prokopiuka, który
udzielił ośrodkowi pomocy podczas napadu UPA 31 sierpnia 1943 r.,
R
o ż y s z c z e (pow. Luck) od stycznia do marca 1944 r. było ochraniane przez
powstały tam wtedy niewielki oddział AK Jana Garczyńskiego „Lamy",
B
i e 1 i n - S p a s z c z y z n a (pow. Włodzimierz Woł.) korzystały z
ochrony oddziału ppor. Władysława Cieślińskiego „Piotrusia" od
sierpnia 1943 r. do kwietnia 1944 r., przy czym od stycznia 1944 r. oddział
funkcjonował w ramach Zgrupowania „Osnowa" 27 Wołyńskiej Dywizji AK,
W
i t o l d ó w k a i
O s t r ó g n.
H o r y n i e m (pow. Zdołbunów)
od lipca 1943 r. do stycznia 1944 r. z przerwami był wspomagany przez oddział
AK Wacława Wiarkowskiego „Paluszka" i oddział por. Franciszka
Pukackiego „Gzymsa".
Poza
wymienionymi oddziałami partyzanckimi AK współdziałającymi z ośrodkami
(bazami) samoobrony należy jeszcze wymienić małe jednostki partyzanckie
(30-40-osobowe), które w drugiej połowie 1943 r. do stycznia 1944 r. chroniły
ludność polską kilku małych osiedli, tj. w okolicy Lubomirki oddział
partyzancki AK Ryszarda Walczaka „Ryszarda" i oddział partyzancki sierż.
Włodzimierza Kopijkowskiego oraz koło kolonii Osty (gm. Niemowicze, pow.
Sarny) oddział, którego dowódca nie jest znany. Trzeba zauważyć, że na
terenie powiatu horochowskiego i krzemienieckiego nie działał żaden oddział
partyzancki AK. Dlatego też przetrwanie do 1944 r. dwóch ośrodków samoobrony
w Krzemienieckiem, Rybczy i Dederkał, uważane przez ocalonych za cud, zawdzięcza
się odwadze, sile ducha i mądrej taktyce przywódców tych samoobron.
We
wszystkich oddziałach partyzanckich AK do początku 1944 r. służyło
maksymalnie 1500 ludzi. Tymczasem w OUN-UPA w końcu 1943 r. według najniższych
ocen znajdowało się około 20 tys. ludzi na całym terytorium jej działania
66, a więc także poza Wołyniem, z czego na Wołyniu, głównym rejonie działania
w 1943 r., mogło być około 15 tys. ludzi, znacznie lepiej uzbrojonych niż
oddziały polskie i czynnie wspieranych przez niemal całą społeczność ukraińską,
liczebnie przewyższającą polską sześciokrotnie.
Rozmiary
prowadzonych przez oddziały partyzanckie i samoobrony walk obronnych oraz walk
uprzedzających napady i oczyszczających z UPA okolice zgrupowań Polaków wypędzonych
ze swych siedzib, a także walk przygotowujących bazę operacyjną do walk z
Niemcami 27 Wołyńskiej Dywizji AK, najlepiej uzmysławia liczba poległych
obrońców w tych walkach. Według naszych ustaleń w latach 1943-1944 w
walkach z OUN-UPA zginęło 262 Polaków i niesprecyzowana liczba (+?), w
tym 186 znanych z nazwiska (Tab. 18). Liczba ta, nawet biorąc pod uwagę, że
jest niższa od rzeczywistej, w zestawieniu z liczbą kilkudziesięciu tysięcy
zamordowanych bezbronnych mężczyzn, kobiet, dzieci i starców, najlepiej
uwidacznia, że walki te były marginesem prowadzonego bezwzględnie i
okrutnie ludobójstwa. Straty przeciwnika, tj. UPA, w tych samych walkach, w
których zginęli ujęci w podanej wyżej liczbie Polacy, wynoszą 311 Ukraińców
oraz niesprecyzowana ich liczba (+?) (Tab. 18).
Tymczasem
fakty istnienia samoobron i oddziałów partyzanckich są wykorzystywane przez
ukraińskich historyków i publicystów do kłamliwego twierdzenia, że UPA
powstała po to, by bronić ukraińskiej ludności, przeciw której Polacy
najpierw się uzbroili, a następnie ją mordowali i palili ukraińskie wsie 67.
Ten niezdarny fałsz jest oparty na absurdalnej konstrukcji, według której
polska mniejszość, w dodatku poprzednio zdziesiątkowana przez represje
sowieckie, w których pomagali miejscowi Ukraińcy, znajdująca się pod okupacją
niemiecką, traktowana przez okupanta jako wróg numer jeden, miałaby likwidować
większość ukraińską, mającą oparcie w silnie uzbrojonej policji ukraińskiej
na służbie niemieckiej.
Komentarza
wymaga sprawa udziału w tworzeniu samoobron konspiracyjnych struktur cywilnych
(Wołyńskiej Delegatury Rządu) i wojskowych (Okręgu AK Wołyń). Niewątpliwie
było w nią zaangażowanych wielu członków tych struktur, zwłaszcza w
drugiej połowie 1943 r., jednakże analiza poznanego przez nas materiału źródłowego
wskazuje, że większość samoobron powstała spontanicznie, bez jakiejkolwiek
zewnętrznej inspiracji i pomocy - jako odpowiedź na zagrożenie napadami
nacjonalistów ukraińskich. Przedstawiany w sprawozdaniach Delegatury i Okręgu
AK Wołyń wpływ cywilnych i wojskowych władz na funkcjonowanie samoobron w
pierwszych miesiącach 1943 r. wydaje się przesadzony. Przykładem tego jest
brak w pierwszym półroczu 1943 r. placówek samoobrony w powiatach włodzimierskim,
horochowskim i kowelskim oraz brak placówek w powiecie lubomelskim aż do rzezi
30 sierpnia 1943 r. (istniejące tam konspiracyjne komórki nie były
przygotowane do napadu UPA i nie były w stanie podjąć żadnej akcji). Możliwości
wołyńskiej konspiracji były ograniczone, a słabość ich niezawiniona,
wynikająca z sytuacji, w jakiej Wołyń znalazł się podczas wojny. Projekty
dotyczące oddziałów partyzanckich, które powinny były być utworzone zaraz
po pierwszych ludobójczych akcjach ukraińskich, nie znajdowały - tam gdzie w
ogóle się pojawiły - zrozumienia wśród ludności polskiej. Wołyń nie
został te' wsparty oddziałami partyzanckimi i bronią z zewnątrz, choć takie
postulaty zgłaszało do podziemnych władz Biuro Wschodnie Delegatury Rządu
zanim doszło do masowych rzezi 68, a także i później 69. Dopiero w drugim półroczu,
w obliczu całkowitej zagłady, podziemie przejęło inicjatywę i spotkało się
z wolą współpracy ludności polskiej, udzielając wsparcia organizacyjnego ośrodkom
(bazom) samoobrony, grupującym kilka-kilkanaście placówek samoobrony. Wówczas
mogło też powstać więcej oddziałów partyzanckich niż się w końcu
zorganizowało, lecz na przeszkodzie stał brak broni i amunicji 70.
Mniejszość
polska nie była w stanie przeciwstawić się skutecznie większości ukraińskiej
(która w zakresie zwalczania Polaków nie tylko działała samodzielnie, ale i
współpracowała z okupantem) bez pomocy zewnętrznej, a tej w zasadzie nie było.
W 1943 r. wsparcie Wołynia ze strony Komendy Głównej AK polegało wyłącznie
na oddelegowaniu kilkunastoosobowej grupy oficerów, z których część objęła
dowództwo oddziałów partyzanckich, a pozostali zasilili Komendę Okręgu AK
Wołyń i Inspektorat Rejonowy Łuck. Zapowiadane przybycie oddziałów
partyzanckich z Lubelszczyzny nie miało miejsca. Nie było też żadnej pomocy
w broni i amunicji, bo w tym zakresie prawdopodobnie był brak generalny.
Dopiero w 1944 r. 27 Wołyńska Dywizja AK otrzymała tylko jeden zrzut broni, a
jeśli chodzi o pomoc w ludziach, to w marcu 1944 r. przybyła z Warszawy
57-osobowa grupa złożona z ochotników, zwana „kompanią warszawską” 71.
Wołyń był podczas ludobójczych akcji ukraińskich osamotniony.
Odwety
Przed
omówieniem tej formy reakcji niektórych Polaków na ludobójcze akcje
nacjonalistów ukraińskich, należy wyjaśnić, że w ówczesnej ekstremalnej
sytuacji, w jakiej znalazła się ludność polska, nie były odwetami akcje
grup samoobrony i oddziałów partyzanckich, które albo uprzedzały spodziewany
atak UPA, albo eliminowały z bliskiej okolicy bojówki UPA, które napadały na
polskie osiedla i placówki samoobrony, a więc były to akcje odsuwające śmiertelne
zagrożenie. Nie były także odwetami działania 27 Wołyńskiej Dywizji AK w
1944 r., w których w związku z akcją „Burza" oczyszczano teren z bojówek
UPA, w celu poszerzenia bazy operacyjnej do walki z Niemcami.
Trzeba
też mocno podkreślić, że dowódca Okręgu AK Wołyń płk. Kazimierz Bąbiński
„Luboń", przewidując odruchy zemsty, w pierwszych tygodniach masowych
wystąpień antypolskich ze strony Ukraińców, tj. 22 kwietnia 1943 r., wydał
rozkaz skierowany do powstających samoobron następującej treści: „Zakazuję
stosowania metod, jakich stosują ukraińskie rezuny. Nie będziemy w odwecie
palili ukraińskich zagród lub zabijali ukraińskich kobiet i dzieci.
Samoobrona ma bronić się przed napastnikami lub atakować napastników,
pozostawiając ludność i jej dobytek w spokoju" (zob. Dok. 61). Rozkaz
ten był aktualny do końca obecności na Wołyniu samoobron i oddziałów
partyzanckich. 16 stycznia 1944 r. płk Bąbiński „Luboń" w rozkazie do
dowódców oddziałów partyzanckich napisał: „Zalecam prowadzenie walki z
grupami ukraińskimi z całą bezwzględnością i surowymi rygorami, a szczególnie
w akcjach odwetowych za rzezie całych polskich rodzin. Dla morderców kobiet i
dzieci nie ma litości i pobłażania. Walki tej nie chcieliśmy, pragnąc żyć
w sąsiedzkiej zgodzie z ludnością ukraińską Wołynia. Stało się inaczej,
nie my winni tej krwi. Wykorzystanie zaskoczenia i niespodziewany napad, szybki
i sprawny odskok po walce - oto rękojmia powodzenia. Nie odwzajemniajmy się
w walce mordami kobiet i dzieci ukraińskich. Najbardziej kategorycznie
powtarzam ,ulecenia i rozkazy dawane ustnie na odprawach inspektorom i dowódcom
oddziałów partyzanckich, aby nie dopuszczali w walce lub po jej zakończeniu
do czynienia krzywdy kobiecie i dziecku ukraińskiemu. Z całą surowością będę
pociągał do odpowiedzialności dowódców i żołnierzy, którzy by posunęli
się do takich niegodnych czynów Wydając te rygory walki - kieruję się
nie tylko względami humanitarnymi, lecz najwyższym dobrem utrzymania morale
naszych oddziałów, naszego żołnierza. Wysokie cechy żołnierskie łatwo
jest utracić w trudnych okolicznościach partyzantki. Oczekuję od dowódców
zrozumienia tej intencji i właściwego wywarcia swego wpływu. Duszpasterstwo
proszę o wpływanie w tym kierunku na żołnierzy. Wierzę, że nie uszczupli
to zapału do walki i dążenia do bezwzględnego niszczenia wroga, a nas i
nasze dobre imię ochroni na przyszłość od hańby zarzutów, że prowadziliśmy
walkę również z kobietami i dziećmi" 72. W chwili wydawania tego
rozkazu formowała się 27 Wołyńska Dywizja AK.
W
ówczesnej sytuacji zdarzały się dwa rodzaje odwetów: 1) akcje skierowane
przeciwko upowcom, a więc mordercom, zorganizowane przez oddział partyzancki
lub oddział samoobrony, których celem było zniszczenie „gniazda"
upowskiego, wcześniej atakującego Polaków, albo odwety pojedynczych osób, którym
zamordowano rodzinę i które w związku z tym samodzielnie wymierzały upowcom
sprawiedliwość; 2) odwet skierowany wobec osób bezbronnych, tj. głównie
kobiet i dzieci, z moralnego punktu widzenia nie do przyjęcia, chociaż ukraińscy
mordercy nie mieli w tym zakresie najmniejszych skrupułów
Dowódcy
samoobron i oddziałów partyzanckich nie tolerowali indywidualnych odwetów.
Gdy w okolicy Peresieki (gm. Kupiczów, pow. Kowel) jeden z członków oddziału
partyzanckiego zastrzelił samowolnie wytropionych przez siebie 3 upowców (ale
nie zastrzelił gospodyni, u której się oni zatrzymali), por. Zbigniew Twardy
„Trzask" prowadził dochodzenie z zamiarem wymierzenia swemu podwładnemu
najwyższej kary W powiecie lubomelskim, gdy po sierpniowej rzezi 1943 r. jeden
z członków samoobrony spalił ukraiński dom, omal że nie został
rozstrzelany przez konspirację AK. Tamże podczas akcji odwetowych prowadzonych
przez oddział partyzancki por. Filipowicza „Korda" na upowskie wsie
ukraińskie, był zakaz atakowania kobiet, dzieci i starców. Akcje te
wymierzone były tylko przeciwko członkom UPA. Podobnie działo się w
okolicach Przebraża, gdzie wszelkie ofensywne akcje samoobrony były również
skierowane wyłącznie przeciwko upowcom. Możemy wskazać dziesiątki przykładów,
gdy Polacy mieli okazje i możliwości do zastosowania ślepego odwetu, a tego
nie czynili. Np. samoobrona z Rożyszcz mogła wymordować ukraińskie rodziny w
Klepaczowie (gm. Kiwerce, pow. Łuck) w odwecie za wymordowanie rodzin polskich
i polsko-ukraińskich, a nic tym rodzinom się nie stało; nie zostały
wymordowane 4 ukraińskie rodziny w Aleksandrówce (gm. Czaruków, pow. Łuck)
po zamordowaniu tamże 6 Polaków; nie zostało zamordowanych kilku starych
Ukraińców, którzy na polecenie oddziału samoobrony przywieźli do Przebraża
z którejś z okolicznych kolonii zwłoki pomordowanych Polaków 73. Dowódcy i
duchowieństwo robiło wszystko, ażeby nie dopuścić do zdziczenia i utraty
godności.
Niemniej,
odwety miały miejsce. Wszak trudno sobie wyobrazić, żeby wszyscy straszliwie
poszkodowani, mający dobrą okazję, mieli wystarczająco siły, by powstrzymać
się od zemsty. Trzeba powiedzieć, wyjaśniając bliżej: odwetów dokonywali
desperaci, którzy nie mogąc się pogodzić z okrutną śmiercią najbliższych
osób, samotnie wybierali się na ukraińskie wsie dokonywać zemsty, świadomie
w ten sposób szukali śmierci i znajdowali ją. Miały też miejsce odwety członków
samoobrony czy oddziałów partyzanckich poza wiedzą dowódców, np. podczas
patrolowania terenu. Jednakże wedle naszego rozeznania we wszystkich odwetach
ginęli przede wszystkim upowcy, osoby nie związane z UPA ofiarami bywały
rzadko, najczęściej ginęły przy okazji rozgramiania siedliska UPA. Z tego właśnie
powodu bardzo wielu świadków wyraża w relacjach oburzenie oskarżeniami
strony ukraińskiej (a także niektórych polskich historyków i publicystów) o
odwety, znajdującymi się w różnych publikacjach. Świadkowie ci z odwetami
wobec ukraińskiej ludności cywilnej nie zetknęli się, a to wskazuje na
marginalność tego zjawiska.
W
trakcie badań nad ludobójstwem ludności polskiej, równolegle staraliśmy się
ustalić te wydarzenia, które miały charakter akcji odwetowych - w określonych
miejscach, dokonane przez konkretnych sprawców oraz wyniki tych akcji w liczbie
zabitych. Są one uwzględnione w opisach wydarzeń w poszczególnych miejscowościach,
a wynikające z tego liczbowe ujęcie problemu przedstawia się następująco: w
latach 1943-1944 odwety miały miejsce w 44 oraz niesprecyzowanej liczbie (+?)
jednostek administracyjnych, a zginęło w nich 113 osób oraz nie sprecyzowana
liczba (+?) (Tab. 18) Ofiarami byli w większości upowcy, tj. uczestnicy napadów
na Polaków. Liczby te wynikają z konkretnych przypadków, a nie z dowolnego
szacunku, bo taki może prowadzić do absurdalnych wyników. Józef Turowski
podał, że w związku z antypolską działalnością UPA „zginęło też bez
mała 2 tys. cywilnej ludności ukraińskiej", w domyśle z rąk polskich,
nie wyjaśniając podstaw owego szacunku, ani nie wskazując na źródło tej
informacji 74. Zakładając, że ustalenia nasze są znacznie niższe od
rzeczywistych rozmiarów odwetów i np. liczbę ofiar podwyższymy nawet
kilkakrotnie, czy też przyjmiemy liczbę podaną przez Turowskiego, to skala
tego zdecydowanie negatywnego zjawiska nie jest wielka. Ale nie o wielkość
zjawiska w zasadzie tu chodzi, którą zawsze ktoś będzie kwestionować 75.
Gdy do Polaków na Wołyniu kierowane były przez ich dowódców zakazy
dokonywania odwetów, do Ukraińców ich dowódcy kierowali rozkazy niszczenia
wszystkich Polaków z korzeniami. Czymś zupełnie innym są sprowokowane ludobójstwem
sporadyczne odwety, a czymś innym zbrodnie ludobójstwa - znaku równości i
stawiania na jednej płaszczyźnie być tu nie może.
Materiały pochodzą z książki Władysława
i Ewy Siemaszków pt. "Ludobójstwo".
|